Kiedy dzidziuś śpi

Kiedy dzidziuś śpi, budzą się ochotki. Może zagrać w coś na kompie, może film z Rambo obejrzeć. Może przebiec się po lasku, albo znów kupować rower, bezskutecznie. Spacer? Kawa?

I gdy tak się zastanawiam, dzidziuś budzi się ponownie.

I jest bal. Tylko niech nie krzyczy 😀

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Patrzcie jak się lata gdy dupsko jest wolne od bata.

DSC07598

Okna umyte, dywan wytrzepany, podłoga umyta, zabawki poukładane, pościel się pierze, kwiaty podlane. Butelki po wodach, opakowania po lekarstwach, czyściki do uszu, papierki po rachunkach i ogólny gil zaśmietnikowany.

DSC07601

W końcu jestem sam w domu więc robię to na co mam ochotę. A że wujek pojechał to mogłem po nim usłużnie posprzątać.

HAj lajf madafaka.

Opublikowano Uncategorized | 3 komentarzy

Człowiek odcywilizowany.

Usunięto mi jedną komórkę, częśc pamięci przenośnej prócz czaszkowej galarety.

Wyrwano bezlitośnie stojąc w outlecie po markowe śmiecie. Gdy na tapecie focie na fejzbuku ciocie klocem na twardo stojące.

Usunięto komórkę wywalono z pamięci rzeczy tak ważne, zachamienie sięga zenitu, lub tez zachodu. Bo choć nie warte zachodu starania by sprymitywizować wyświetlaną nierzeczywistość. po prostu wyjebałem telefon do śmietnika.

Mam taki z pokrętłem i gadający zegarkiem.

Nigdy mój wewnętrzny prostak nie przepadał za gadżetem i społecznością kolorowo umalowaną, wole być śmieciem zamkniętym w jednorazowym woreczku na wymiociny.

Fajsbuka też jakoś tak odrzuciłem, swych znajomych zabiłem pokroiłem to co zostało trzymam w lodówce.

Penisów nie jadam, choć to w ludożerstwie niezwykle modne jest.

Nigdy nie upadłem tak nisko w swoim radosnym pochłanianiu światła, starając się być kimś zauważalnym popadłem w śmieszność i małostkowość, na firmamencie własnych myśli spoczywał pajac na baterie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jade jade samochodem widok szpeci moją twarz.

W wykrzywionym uśmiechu wracałem dziś dookoła co by ominąć warszawski jedyny taki most w remoncie, dookoła parku Kampinowskiego narodowego naszego pięknego.

No i jakżem skręcił kole świętej panienki zaklętej w cementowo wapiennej figurze, błękitną farbą po sukni pociągniętej co to na rogu kościoła z czerwonej jak rak po gotowaniu cegły stała i błogosławiła mi.

To jakżem zakręcił i wjechałem w tą drogę do warszawni to byłbym się chętnie zwymiotował na koszmarną architekturę przydrożną.

Każdy płot  w innym kolorze z innego materiału nie trzymający linii z innymi płotami w rożnych kolorach i wysokościach.

Chodniki co jeden to inny, tu jest rów tam go nie ma tu jest krawężnik a tu kupa błota.

Na każdym płocie wisi inna  informacja, sklepprzedszkolechurtowniapłytkisedesyautonaprawachwilówkiwynajemnoclegiihujwiecojeszcze.

Na chodnikach stoi z prawej i lewej slupów bez liku, każdy inny, ten okrągły tamten z dziurami na każdym wisi na dziko reklama wysoko by jej nie zerwać, te okrągłe z szaro-brudnego betonu są oklejone setkami karteluszek do zrywania. Ale to nic żaden z tych słupów nie trzyma pionu odchylone jakby przydroże akupunkturował pijany energetyk.

Domy, każden  inny, elewacje różno kolorowe, wyższe niższe, ze spadzistym dachem ze strzelistym dachem z niebieskim czerowonym czarnym i hujwiekajimjeszczedachem.

RATUNKU!

Zgwałcony przez oczy wyrzygałem sie na rondzie, bo akurat siła odśrodkowa na to pozwala.

Sklepy i reklamy z nimi powiązane bez ładu i składu, z parkingami w błocie i brudnymi samochodami.

Stacje z gazem LPG a na nich reklamy. Brudne o różnym formacie w różne strony zwisające.

Pytam sam siebie, po co to w ogóle powstaje, bo przeca nie dla ludzi. Powalająca brzydota podwarszawskich wsi i miasteczek napawa obrzydzeniem.

Owszem wiele posesji jest zadbanych i ładnych, jednakże giną w zalewie brzydoty.

Do tego milion znaków drogowych na metr.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Komu kota komu? Bo zabiorę do domu.

I zjem po kryjomu.

Byłby to obiad za 10 tyś Euro 😉

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Poprzedni wpis był jakiś chory, kibel kupa i morze wódki. Cóż życie światowe bo budowlane.

A ogólnie życie to kupą jest, porównując życie do rzyci wychodzi na to samo. Znaczy wychodzi to samo.

Znowu słucham jakiejś strasznej muzyki, zawsze wtedy mam ochotę coś powiedzieć, ale zazwyczaj to tylko ja słucham strasznej muzyki i wtedy nie mam się do kogo odezwać. Nic mnie tak nie porusza jak Marilyn Manson. No wiem że to jest może trochę komercyjne, jednakże słuchanie Behemoth czy Vadera czyli udawanie że lubi się to co niewygodne, jednak Manson jest nieco bardziej melodyjny. no i dochodzi do tego kwestia sprzętu nagłaśniającego i stopnia promilowego.

Experience-is-The-Mistress-of-Fools-486x640Kurwa zawsze chciałem wyglądać jak on tyle że nie mogę i będę z tego powodu biadolił. Dla wyrównania rachunków pomiędzy tym co ja chcę a tym co mogę namalowałem czachę na swoim samochodzie, niech wszyscy widzą że mam czachę.

Opublikowano Uncategorized | 3 komentarzy

Zawodowcy.

Mija już rok odkąd wróciłem z Francji.  Nie mam czasu zajmowac sie blogowaniem, praca w tym radosnym kraiku angażuje w pełni wszystkie moje siły życiowe.

Ale nie do końca, przez te wszystkie lata poznałem wiele odmian ludzkiego skurwysyństwa. Myślę że warto się podzielić ta wiedzą bo tak na prawdę życie jest jedną wieką hecą.

Jeden z rodzai rozpoznanych przeze mnie skurwysyńców nazywam roboczo „zawodowcami”. Jak wiecie prowadzę firmę budowlaną i muszę umieć sprzedać swój produkt najlepiej jak tylko potrafię. Na mojej drodze spotykam gro osób życzliwych, jednak zawodowcy to jest coś naprawdę konkretnego.

Typowy zawodowiec, na początku naszej współpracy zdaje się wszystkie swoje problemy pozostawić mojej osobie bo przecież sobie z tym na pewno poradzę. I zazwyczaj tak jest.

Zawodowiec zrzuca maskę sympatii w momencie końcowego rozliczenia za pracę. Typowy skurwysyn tego gatunku rwie włosy z głowy, włazi jak pająk na wytapetowane ściany szukając najdrobniejszego uchybienia. Dochodzi do niesłychanych komedii łącznie z darciem dokumentów, płaczem, krzykami, groźbami straszeniem sądem i innymi duperelami.

No ale skoro to ja tu jestem fachowcem, więc czekam aż zawodowiec wypluje z siebie to ziarno prawdy które go tak w gardle kole. Gdy dym opadnie pada propozycja. Zawodowiec odpuści ale pod warunkiem że dostanie coś za darmo.

No i nie dostaje. I tu albo odpuszcza, albo sprawa ciągnie się jeszcze przez jakiś czas. W końcu i tak płaci tyle co należne, często się przy tym głupio tłumacząc.

W Polsce występuje sitwa skurwysynów z wypchanymi portfelami którzy próbując wynaleźć usterki budują sobie za darmo wytworne pałace.

A ja mówię Nie! Skurwysynom!

Pozostałe gnojstwa też warte uwagi. Ale to później szkoda mi na ten kraj litery.

Więc wejdźmy wszyscy jak jeden mąż do tojtoja stojącego w pełnym słońcu i napijmy się! Tutaj kierownik nie widzi.

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz